top of page

Tryb Superbohatera, czyli gdy ego prowadzi, a ciało wystawia rachunek.

  • Zdjęcie autora: Kamil Dąbkowski
    Kamil Dąbkowski
  • 5 lut
  • 4 minut(y) czytania

Są tematy w ultra, o których mówi się z podziwem, a powinno się mówić z ostrzeżeniem.


TRYB SUPERBOHATERA

to jeden z nich. Ten stan, gdy po latach budowania formy nagle wszystko zaczyna wychodzić, czasy lecą w dół, dystanse rosną, a Ty zaczynasz wierzyć, że jesteś niezniszczalny.


Zanim przejdę do naukowych konkretów, historia, która wydarzyła się w zeszłym roku.

Pisze do mnie gość. Cel: 240 km w lipcu. Ale zanim to, chce się jeszcze „sprawdzić" na dwóch setkach. Pytam: po co się wyprztykać na 100 km przed głównym startem? Zrób dwa, trzy back to backi i startuj na 240, jeśli musisz w tym roku.


Odpowiedź: „Nie, nie, ale ja muszę. Ostatnio tak świetnie mi idzie."

Setka była jego najlepszym biegiem w sezonie. 240 km nie ukończył


I to nie jest odosobniony przypadek. Widziałem tę postawę dziesiątki razy. U gości w podcaście, u ludzi, którzy pisali do mnie w DM-ach. Ten sam schemat: seria sukcesów, rosnąca pewność siebie, przekonanie, że zasady fizjologii ich nie dotyczą. A potem cisza. DNF. Kontuzja. Wypalenie.


I tu warto się zatrzymać na chwilę.

Zatem, co naprawdę dzieje się w ciele i głowie ultrasa w Trybie Superbohatera?


FIZJOLOGIA MÓWI: WYDAJESZ, ALE NIE ZARABIASZ

Przez pierwsze lata biegania budowałeś bazę. To był Twój kapitał. Spokojne kilometry, nudne treningi tlenowe, cierpliwe wzmacnianie fundamentu.


Ale gdy wchodzisz w Tryb Superbohatera, zaczynasz ten kapitał wydawać. Więcej startów, więcej intensywności, krótsze przerwy między zawodami. Zapominasz o wpłacaniu nowych środków na konto. A fizjologiczne bankructwo jest wtedy tylko kwestią czasu.


Scott Johnston, trener zwycięzców UTMB, powtarza brutalną prawdę: „Jesteś tak dobry, jak Twoja zdolność do regeneracji, a nie jak Twój najcięższy trening."


NEUROLOGIA OSTRZEGA: ZMĘCZENIE GLOBALNE TO NIE ZMĘCZENIE MIĘŚNI

Ultra kosztuje nasze ciało znacznie więcej, niż pozwala nam o tym myśleć nasza głowa. To nie tylko kwestia nóg, które „nie podają". To głębokie wyczerpanie układu nerwowego i hormonalnego.


Dr Stephen Seiler nazywa to „kubełkiem stresu". Twoje ciało nie odróżnia stresu biegowego od życiowego. Praca, rodzina, niedobór snu, kolejny ultra. Wszystko ląduje w tym samym kubełku. W Trybie Superbohatera zaciągasz kredyt energetyczny, którego nie jesteś w stanie spłacić regeneracją.


I ten kredyt kumuluje się miesiącami, maskowany przez ambicję i euforię wyników. Aż system mówi „STOP".


PSYCHOLOGIA SPORTU TŁUMACZY: EGO KŁAMIE

Wpadamy w to, co psychologowie nazywają „błędem świeżości". Oceniamy swoje możliwości tylko przez pryzmat ostatniego udanego startu. Skoro przebiegłem setkę miesiąc temu, to mogę zrobić kolejną za dwa tygodnie. Skoro forma jest świetna, to dlaczego nie dołożyć jeszcze jednego startu przed głównym celem?


To kłamstwo, które sprzedaje nam ego.

Jason Koop, trener elity ultra, ostrzega: „Ciała wielu utalentowanych biegaczy ścielą się na poboczu szlaku, bo próbowali oszukać fizjologię siłą woli."


A CO Z TĄ METAFORĄ CIASTA?

Seiler ma ulubione porównanie. Spokojny trening to żmudne „robienie ciasta", czyli budowanie bazy. Mocne starty i bicie rekordów to „jedzenie ciasta", czyli korzystanie z rezerw.


Superbohaterowie chcą ciągle jeść ciasto. Aż zostają z pustym talerzem i wypaleniem.


DLACZEGO TO JEST WAŻNE, ŻEBY O TYM MÓWIĆ?

Bo ultrasi trenują coraz więcej, cisną coraz mocniej, porównują się do najlepszych, ignorują sygnały ciała. A potem chorują, wypalają się, tracą radość z biegania. Myślą, że „coś z nimi nie tak".


Nic podobnego. Coś jest nie tak z narracją, która mówi, że więcej zawsze znaczy lepiej.


ULTRA TO NIE JEST PROBLEM. PROBLEM TO BRAK ŚWIADOMOŚCI.

Nie demonizuję ultra. Sam w tym jestem i to kocham. Ale wszystko z odpowiednim podejściem.


Dojrzałość sportowa to nie umiejętność zajechania się na śmierć. To odwaga, by zwolnić, gdy czujesz się świetnie. To zrozumienie, że progres to proces liczony w latach, a nie w udanych miesiącach. To pokora, która przypomina, że każdy kilometr w górach, każda nieprzespana noc na trasie, każde przekroczenie granicy bólu zostawia ślad.

I że ten ślad kiedyś się zsumuje.


JAK SPRAWDZIĆ, CZY JESTEŚ W TRYBIE SUPERBOHATERA?


  • Łapiesz się na myśleniu „czuję się dobrze, więc dodam jeszcze 20 minut" albo „zrobię te interwały mocniej niż w planie" albo „dołożę jeszcze jeden start, bo jestem w gazie"?


  • Masz tendencję do ignorowania małych bólów, wierząc że „rozbiegasz to"?


  • Myślisz „skoro przebiegłem 100 km miesiąc temu i czułem się świetnie, to mogę zrobić to znowu za dwa tygodnie"?


  • Twoją jedyną reakcją na stagnację lub chęć poprawy wyniku jest dodawanie kolejnych godzin treningu bez zmiany jego struktury? Jeśli po prostu dokładasz „więcej wszystkiego" zamiast reorganizować obciążenia, prosisz się o kontuzję i wypalenie.


  • Wybierasz cele dlatego, że są modne, „epickie" i zaimponują znajomym na Stravie? Czy dlatego, że są dla Ciebie osobiście znaczące?


  • Planujesz kalendarz startowy „na styk", nie zostawiając marginesu na błędy, choroby czy regenerację?


  • Traktujesz każdy ból jako wyzwanie mentalne, zamiast odróżniać ból treningowy od bólu uszkodzenia tkanki?


  • Gdy pojawia się uraz, nie pytasz „jak to wyleczyć?" tylko „kiedy mogę wrócić?"


Jeśli odpowiedziałeś tak na więcej niż trzy pytania, zatrzymaj się. Pomyśl.


NA KONIEC POWIEM TYLKO TO:


Nie jesteśmy superbohaterami. Jesteśmy organizmami biologicznymi, które mają swoje limity. Pomimo tego możemy biegać przez całe życie, jeśli tylko damy sobie na to szansę.


Prawdziwa siła w ultra zaczyna się nie wtedy, gdy biegniesz więcej. Ale wtedy, gdy potrafisz odpuścić, zanim organizm zaciągnie hamulec ręczny za Ciebie.

Komentarze


bottom of page